Świadectwa par ze strony fccp.pl

Świadectwa par na temat Naprotechnologii ze strony fccp.pl

Joanna i Dariusz

"W sierpniu 2011 roku byłam na sesji wprowadzającej prowadzonej przez instruktora Modelu Creighton. Rozpoczęliśmy z mężem naukę systemu. Uświadomiliśmy sobie, że mąż wcale nie jest taki zdrowy, jak nam się wydawało: odkąd pamięta, ma co kilka tygodni wysokie gorączki (do 40 st.), zaparcia trwające tydzień lub dwa, które często kończyły się niedrożnością jelit (zanik perystaltyki) i również gorączką, lubi napoje gazowane z kofeiną, na dodatek okropnie przeżywa stres w pracy. Żaden androlog nie miał szans zapytać nas o takie szczegóły podczas kilkuminutowej wizyty – dlatego cieszę się, że podczas spotkań z instruktorką nikt nas nie ponaglał. Mogliśmy spokojnie sobie przypomnieć wszystko, co dotyczy naszego stanu zdrowia. Ten jeden jedyny plemnik, który początkowo traktowaliśmy z niedowierzaniem, dał nam nadzieję na skuteczne leczenie. Prowadząca nas lekarz – konsultant medyczny mówiła, że w tak ciężkich przypadkach jest zawsze więcej niż jedna przyczyna niepłodności, ale już jeden plemnik dowodzi, że ich produkcja może zachodzić prawidłowo, a nasieniowody są drożne. Oto wszystkie jak dotąd wykryte problemy u mojego męża: hiperprolaktynemia czynnościowa, ropne migdałki, bakterie w posiewie nasienia, za mała ilość błonnika w diecie, nietolerancja mleka i testosteron w dolnych granicach normy. Najważniejsze w leczeniu wydaje się nam dzisiaj usunięcie migdałków, do którego namawiał nas lekarz, oraz zmiany w diecie, ale być może wszystkie te czynniki występując razem spowodowały nasze problemy. Po zmianie nawyków żywieniowych i podaniu odpowiednich leków stan zdrowia męża stopniowo się poprawiał, ale długo nie miało to wyraźnego wpływu na jego płodność. Co jakiś czas w badaniu pojawiał się jeden lub kilka plemników, a potem znów kompletnie nic. Tłumaczyłam sobie, że piętnastu lat gorączkowania nie da się odwrócić przez kilka miesięcy, i nie poddawaliśmy się ... I oto niedawno, po półtora roku od rozpoznania niepłodności, a po roku leczenia u męża mamy 6 tysięcy plemników!!! Oznacza to, że spermatogeneza została zachowana i przy całościowym dbaniu o zdrowie jego płodność ma szansę wrócić do normy." ciąg dalszy - link

Agnieszka i Tomasz

"W końcu postanowiliśmy pójść do ginekologa. Na początku były badania hormonalne, które wyszły dobrze. Potem obserwacja pęcherzyka. Kiedy raz pęcherzyk nie pękł, stwierdzono, że trzeba podawać mi leki i zastrzyki na pęknięcie. Potem badanie HSG na sprawdzenie drożności jajowodów. One też wyszły dobrze, a dziecka nadal nie było. Mąż zrobił badanie nasienia, lekarz stwierdził, że z tymi wynikami nie powinno być problemu z zapłodnieniem. I tak miały kolejne miesiące. Zdecydowaliśmy się na inseminację, oczywiście do zapłodnienia nie doszło. Po dwóch miesiącach ponownie poddaliśmy się inseminacji i po raz kolejny czekało nas rozczarowanie. Etap związany z NaProTechnology zaczął się, kiedy już nie wiedzieliśmy, co mamy robić, jak się starać, żeby to upragnione maleństwo było z nami. Nie miałam czasu, aby chodzić do instruktorów i uczyć się tej metody, ja chciałam dziecka już teraz. Za namową męża skontaktowałam się z instruktorką i umówiłam nas na pierwsze spotkanie. Po tym spotkaniu byłam pełna nadziei. Bardzo wiele zawdzięczamy naszej instruktorce Modelu Creighton, która otoczyła nas troską, opieką, dodawała nam otuchy, udzielała fachowych rad. Dla nas kluczowymi obserwacjami były obserwacje zespołu napięcia przedmiesiączkowego. W moim przypadku zaczynały się one już w połowie cyklu, a powinny się zaczynać tuż przed okresem. Lekarz – konsultant medyczny zalecił mi stosowanie leków na skrócenie objawów przedmiesiączkowych, na lepsze funkcjonowanie ciałka żółtego. Zaczęłam je stosować i w następnym miesiącu poczęło się nasze dziecko." ciąg dalszy - link

Jadwiga ze Śląska

"Lekarz przeprowadził dokładny wywiad na temat mojej osoby i mojego męża, wykonał USG, a także standardowe badanie ginekologiczne. Zlecił nam wiele badań i poprosił, byśmy z wynikami zgłosili się na kolejną wizytę. To, co mnie najbardziej zdziwiło, to konieczność przeprowadzenia badania z krwi, które miało wykryć u mnie ewentualną alergię pokarmową. Po otrzymaniu wyników byłam zdziwiona, że mogę być uczulona na tak wiele składników pokarmowych, a jeszcze bardziej, gdy (rygorystyczne) odstawienie produktów alergizujących poprawiło moje wyniki hormonów (m.in. FSH) do wyników książkowych. Druga wizyta lekarska to wprowadzenie leczenia mojego i męża. Na efekty nie trzeba było długo czekać." ciąg dalszy - link