Świadectwa par ze strony kazdywazny.pl

Świadectwa par na temat Naprotechnologii ze strony kazdywazny.pl

Kasia i Michał

"Nauczyliśmy się metody, a po kilku cyklach udaliśmy się do Białegostoku do doktora Wasilewskiego na pierwszą wizytę, tzw. napro 😉 czyli naprotechnologia – po prostu znajdowanie i leczenie przyczyn niepłodności. Każde kolejne przekroczenie progu kliniki Napromedica było naprawdę dobrym przeżyciem, z wizyt wychodziliśmy z konkretnymi wskazówkami. Mimo wszystko mój przypadek nie był konkretny, na niepłodność składało się kilka czynników, kilka schorzeń które wiedziałam, że mam (choroba tarczycy – Hashimoto) oraz o których się dowiedziałam (niedobory progesteronu, zespół policystycznych jajników). Leczenie trwało dosyć długo, jeździliśmy do doktora mniej więcej raz na 3-4 miesiące, potem na rok zrobiliśmy przerwę od wizyt, bo musiałam uregulować najpierw mój poziom hormonów tarczycy..." ciąg dalszy - link

Małgorzata i Piotr

"Pierwszą wizytę napro mieliśmy w październiku 2014 roku. Lekarka zleciła cały plik badań – zarówno dla mnie, jak i dla męża, no i poszukać instruktora Modelu Creighton. Niestety pani, do której mielibyśmy najbliżej, tzn. ok. 45 km, w rozmowie telefonicznej powiedziała nam, że może nas przyjąć dopiero od kwietnia – to była jedyna instruktorka w naszym województwie… Czułam się, jakby ktoś mi podciął skrzydła. Jednak byliśmy zdesperowani. Szukaliśmy instruktora – Licheń, Gdańsk, wreszcie znaleźliśmy p. Martę w Olsztynie. Obserwacje, kolejne badania wykazały u mnie cykle bezowulacyjne, pęcherzyki rosły do pewnego momentu i nie pękały. Miałam również nieprawidłowe krwawienia, progesteron i estradiol miały bardzo niskie wartości. Pani doktor zastosowała leczenie hormonalne, przyszedł czas oczekiwanego zabiegu histerolaparoskopii (wszystko ok). Od sierpnia 2015 roku pani doktor zmieniła nieco stymulację cyklu. Wreszcie miałam pięknie rosnące i pękające pęcherzyki, jednak po kilku miesiącach efektów nie było..." ciąg dalszy - link

Agnieszka i Bartek

"Pobraliśmy się prawie 4 lata temu i od początku było dla nas oczywiste, że będziemy mieć dzieci. Niestety czas płynął, my czekaliśmy, a dzieciątka nie było. Trudno było nam się z tym pogodzić. Początkowo nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że możemy mieć jakiś problem. Zewsząd padały pytania, co planujemy i kiedy wreszcie przyjdzie na świat nasze dziecko. To były całkiem zwyczajne pytania ze strony życzliwych osób, jednak dla nas były one niesamowicie trudne i bolesne. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że coś jest nie tak. Lekarze, z którymi mieliśmy do czynienia zbagatelizowali problem, zrobiono jakieś pobieżne badania i zaproponowano nam inseminację. Kolejnym krokiem prawdopodobnie byłoby in vitro. Nie mogliśmy tego zaakceptować. Wiedzieliśmy o istnieniu naprotechnologii i mimo początkowych obaw zdecydowaliśmy się na podjęcie próby leczenia. Na samym początku mieliśmy wątpliwości co do skuteczności tej metody, gdyż mimo wielu informacji na jej temat nie zetknęliśmy się z nikim, u kogo dałaby ona pozytywne rezultaty. Przed samym, umówionym już wcześniej pierwszym spotkaniem z naszą instruktorką, w trakcie rekolekcji małżeńskich spotkaliśmy parę, która również leczyła się naprotechnologicznie i oczekiwała narodzin dziecka. To był dla nas pewnego rodzaju znak, potwierdzający trafność drogi, którą zdecydowaliśmy się obrać. W naszym przypadku proces leczenia trwał około półtora roku. Nie była to łatwa droga..."ciąg dalszy - link