Napro to tylko wyznaczanie dni płodnych

wyznaczanie dni płodnych w modelu Creightona

Często napotkać można opinie, że Naprotechnologia służy jedynie wyznaczaniu dni płodnych i jest dobrym rozwiązaniem jedynie dla par, u których jedyną przyczyną braku poczęcia jest nieumiejętne wyznaczanie czasu owulacji.

Prawdą jest, że proces leczenia metodą Naprotechnologii rozpoczyna się od nauki obserwacji ciała kobiety. Ważne jest nauczenie się prawidłowego wyznaczania dni płodnych. Przy nieregularnych cyklach w każdym miesiącu może to różnie wypaść. Stres czy też inne czynniki nie są też tu bez znaczenia. Dlatego uproszczenie, że owulacji wypada około 14go dnia cyklu jest często mylące. W jednym cyklu może to być 14ty dzień, w kolejnym 9ty, a w jeszcze następnym 21szy.

Faktem jest, że dla zdrowych par dokładna wiedza o dniach płodnych może okazać się wystarczająca do uzyskania poczęcia. Ale dla niepłodnych par także jest bardzo ważna. Często badania krwi trzeba wykonać w konkretnym dniu cyklu (np. 7 dni po owulacji) by uzyskać najbardziej miarodajne wyniki. Także niektóre leki są skorelowane z dniami płodnymi. Dlatego też, aby w ogóle ruszyć z procesem leczenia para musi poświęcić minimum jeden miesiąc na naukę modelu Creightona. Jest to prosty model, niewymagający żadnych pomiarów temperatury, a jego nauka zaprocentuje potem w przyszłości.

Naprotechnologia to nie jest zatem tylko nauka wyznaczania dni płodnych, ale pierwszy krok w procesie leczenia (niezmiernie ważny z punktu widzenia przeprowadzonych badań czy przyjmowanych leków), może stąd ta mylna opinia w sieci. Kolejne kroki obejmują leczenie farmakologiczne (suplementy, leki hormonalne, antybiotyki, zastrzyki), badania ginekologiczne (w tym drożność jajowodów oraz posiew), badania na alergie pokarmowe, a także leczenie operacyjne (usuwanie ognisk endometriozy metodą laparoskopową, usuwanie polipów, mięśniaków).

Kolejna teza mająca zdeprecjonować Naprotechnologię to "celowane współżycie".
Nie wiem czy wiecie, ale komórka jajowa żyje jedynie max 24 h. Szanse na "wstrzelenie" się w dzień płodny są zatem małe, a u kobiet z niskim wskaźnikiem płodnego śluzu bardzo małe. Także w przypadku Naprotechnologii trzeba współżyć "na zawołanie". W dniu najbardziej płodnym i dzień przed oraz dzień po. Czyli przez trzy dni niezależnie od humoru :) Brzmi to może strasznie, ale na pewno zwiększa szansę na poczęcie do maksimum.

Jaką mamy alternatywę?

Nie rozumiem zatem dlaczego współżycie w 3 konkretne dni płodne kojarzy się z taką uciążliwością. Alternatywa w postaci ślepego i częstego współżycia lub w postaci całkowitego wyeliminowania aktu miłości z procesu poczęcia dziecka i konieczności masturbacji w celu pobrania nasienia logicznie wydaje się o wiele gorsza i bardziej dla par uciążliwa.