Napro to bardzo długi, męczący proces
Naprotechnologia to niekoniecznie dłuższy proces niż In Vitro

Wśród wad Naprotechnologii wymienia sią długotrwałość i uciążliwość tej metody. Nie jest to do końca prawdą, ani niekoniecznie też wadą.

Faktem jest, że leczenie Napro zaczyna się od szeregu badań. Niektóre muszą być wykonane w konkretnym dniu cyklu, na wyniki innych czeka się niekiedy dwa tygodnie. In Vitro nie jest nakierowane na tak szczegółowe wstępne badania (widać, że zależy na jak najszybszej diagnozie o konieczności zapłodnienia pozaustrojowego, a nie na wyleczeniu pary ze zdrowotnych problemów) dlatego szybciej można przejść do procesu zapłodnienia.

Nie jest to moja bezpodstawna opinia. Moja znajoma była na badaniu drożności jajowodów (HSG) w klinice, która zajmuje się głównie in vitro. Badanie to wykazało, że jej jeden jajowód jest niedrożny. Niestety owulację miała głównie po stronie niedrożnego jajowodu. Powiedziano jej tam, że udrażnianie jajowodów nie istnieje i w takich przypadkach mogą ją próbować hiperstymulować (uwaga, duże dawki stymulantów mogą wg najnowszych badań powodować raka jajników w przyszłości), aby uaktywnić drugi jajnik, ale zalecane jest głównie in vitro. Jak mi to opowiedziała, to skierowałam ją do Lublina do Zakładu Radiologii Zabiegowej. Tam sprawdzono, że badanie HSG wykonano jej w tej klinice in vitro pianką, czego się nie powinno wykonywać, gdyż pianka jest zbyt delikatna i fakt pokaże ona niedrożność, ale nawet małej niedrożności nie jest w stanie przepchnąć. Standardem jest wykonywanie tego zabiegu kontrastem lub roztworem soli fizjologicznej pod ciśnieniem, co może nawet zaowocować udrożnieniem zapchanego jajowodu w niektórych przypadkach (I to pierwsza rzecz która mnie zbulwersowała - dlaczego w tej klinice in vitro wykonali badanie HSG jakąś lichą pianką biorąc za to niemałe pieniądze). Przeprowadzono zatem mojej znajomej prawdziwe HSG w Lublinie w Zakładzie Radiologii w ramach NFZ i okazało się, że była poważna niedrożność tego jednego jajowodu, ale po wprowadzeniu przez cewnik mikronarzędzi została ona usunięta. W wyniku jednodniowego małoinwazyjnego zabiegu drożność została przywrócona. Moja znajoma zaszła wkrótce w ciążę. (I tu drugi fakt, który mnie zbulwersował. W tej klinice in vitro nie wiedzą, że niedrożne jajowody się prosto operuje, czy też specjalnie wprowadzają niczego nieświadome pacjentki w błąd).

Długość leczenia zależy jednak bardzo indywidualnie od pary. Jest wiele przypadków, gdy Naprotechnologia stawia szybką i trafną diagnozę, wskutek czego poczęcie uzyskuje się już po nawet 3 miesiącach od pierwszej wizyty. Tak samo In Vitro udaje się wielu za pierwszym razem. Jednakże, często zdarza się także wiele nieudanych prób In Vitro ciągnących się latami, tak jak i konieczność kolejnych badań czy ciągłych zmian leków w przypadku Naprotechnologii zanim ustali się te właściwe.
Metoda Naprotechnologii nie jest z założenia dłuższa. Wszystko zależy od konkretnego przypadku. Ponadto w Napro kładzie się nacisk na zdrową ciążę, zdrowe dzieci, a nie jak w przypadku In Vitro na jakąkolwiek ciążę, a nie wspomina się o odsetku późniejszych aborcji wskutek wad płodu.

Jeśli chodzi o uciążliwość to zarówno Napro jak i In Vitro wymaga dużego zaangażowania od małżonków, wizyt u lekarzy, badań, USG.
  • Tak, naprotechnolog zleca więcej badań. Tak czy siak krew trzeba pobrać. Jedna fiolka więcej naprawdę nic nie zmienia. I tak ukłucie będzie.
  • Tak, Naprotechnologia wymaga codziennych obserwacji cyklu. Ale przy modelu Creightona zajmują one kilka sekund podczas wizyty w toalecie. Do toalety tak czy siak kobieta musi chodzić, a zerknięcie na papier by ocenić śluz nie jest wcale uciążliwe.
  • Tak, dużo zależy od lekarza, na którego się trafi. Są lepsi i gorsi. Czytajmy zatem opinie o danym lekarzu przed jego wyborem, zamiast potem przekreślać całą metodę tylko dlatego, że trafiło się na niekompetentnego lekarza. A ten nawet polecany może okazać się w naszych oczach np. zbyt opieszały. Nie bójmy się zatem zmienić lekarza w trakcie leczenia jak nie widzimy żadnych efektów.