Napro nie jest w stanie pomóc mężczyznom
słabe nasienie u mężczyzny - jak można je poprawić?

W sieci krąży przekonanie, że Naprotechnologia jest bezradna w przypadku mężczyzn o bardzo słabych parametrach nasienia.

Jest to nieprawda. Najpierw lekarz szuka przyczyny małej ilości i ruchliwości plemników. Mogą nią być m.in. żylaki powrózka nasiennego, zapalenie gruczołu prostaty, zakażenie bakteryjne, niewłaściwa dieta. Lekarz naprotechnolog zleca wizytę u urologa, dietetyka albo wykonanie posiewu.

Jednocześnie, aby nie marnować cennego czasu, mężczyźnie zostają przepisane leki, które przyczyniają się do poprawy parametrów nasienia. Jest ich na dzisiejszym rynku aptekarskim sporo. Mogą to być zarówno suplementy zawierające gotowy zestaw niezbędnych witamin i minerałów jak np. Proxeed czy Fertilman, albo suplementy w większych dawkach kupowane oddzielnie jak np. kwas foliowy, witamina C, koenzym Q10, witamina E, astaksantyna, l-karnityna, jak też leki hormonalne pobudzające produkcję plemników jak np. Clostilbegyt czy Letrozol. Dobór odpowiedniej kuracji lekarz ustala na postawie pozostałych wyników mężczyzny.

W wyniku kuracji farmakologicznej parametry nasienia często ulegają znacznej poprawie. W przypadku bakterii konieczna jest kuracja antybiotykowa, a w przypadku żylaków - operacja laparoskopowa.

Oczywiście łatwiej i znacznie przyjemniej byłoby zamiast łykać dziennie 20 tabletek suplementów dostarczać wszystkich niezbędnych witamin i minerałów z pożywienia. Problem w tym, że dzisiejsze warzywa i owoce zawierają o 85% mniej witamin niż 15 lat temu! Tak bardzo wyjawioną mamy glebę wskutek działania środków ochrony roślin. Dzisiejsze warzywa zawierają głównie błonnik i wodę.

Tak, badania i kuracje w metodzie Naprotechnologii chwilę trwają. Nie jest to kwestia tygodnia, tylko minimum 3 miesięcy, gdyż tyle wynosi cykl produkcyjny plemników. Ale dzięki odnalezieniu przyczyny bardzo słabych parametrów nasienia męża zyskujemy szansę na kolejne naturalne ciąże bez konieczności przechodzenia powtórnej kuracji farmakologicznej, bez inseminacji czy poddawania się zapłodnieniu pozaustrojowemu.

Mój mąż jest tu doskonałym przykładem. Jego leczenie trwało ponad 2 lata. Zaczynał z poziomu tragicznego: łączna ilość plemników: 5mln, z czego 91% nieruchomych. Przyczyną były żylaki powrózka, które zoperowano laparoskopowo. Po 8 miesiącach od operacji liczba plemników wzrozła do 42 mln, ale dalej ruch progresywny wykazywało tylko 7%. Okazało się, że konieczna była kolejna operacja, bo niestety pojawił się wodniak, który też podgrzewał temperaturę jąder. Rok po zoperowaniu wodniaka wyniki męża pokazywały już 72mln plemników, ale dalej tylko 7% ruszających się. Wtedy wkroczyła kuracja witaminowo-hormonalna. Już po 3 miesiącach plemników o ruchu progresywnym było ponad 40%, co umożliwiło nam bezproblemowe zajście w ciążę.